
Są takie momenty w pracy, kiedy człowiek orientuje się, że nie chodzi już o komunikację.
Nie chodzi o jakość materiału. Nie chodzi o zasięgi. Nie chodzi nawet o to, czy temat jest ważny. Chodzi o pozycję.
Instytucje – zwłaszcza duże, publiczne – mają swoją wewnętrzną geografię wpływu. Są w nich przestrzenie bezpieczne i takie, w których łatwo poczuć zagrożenie. I bywa tak, że gdy jedna część organizacji zaczyna działać sprawniej, szybciej, bardziej konsekwentnie – w innej pojawia się napięcie.
Z zewnątrz wygląda to jak „nieporozumienie”. W środku czuć, że to coś więcej.
Komunikacja jest niewdzięczną dziedziną. Jej efekty są widoczne. Jej błędy są widoczne. Jej brak również jest widoczny. Ale to, czego nie widać, to wysiłek, proces, rozmowy, odmowy, próby i propozycje, które nigdy nie zostały podjęte.
Widoczność nie jest nagrodą przyznawaną uznaniowo. Jest skutkiem aktywności. Jeżeli ktoś zgłasza tematy, daje dostęp do ekspertów, reaguje szybko, rozumie dynamikę mediów – powstają materiały. Jeżeli tego nie robi – materiałów nie ma. To nie jest kwestia sympatii ani „promowania jednych kosztem drugich”. To czysta matematyka zaangażowania.
A jednak czasem łatwiej jest powiedzieć: „ktoś mnie pomija”, niż zapytać: „co mogę zrobić, żeby współpraca była lepsza?”. W takich sytuacjach komunikacja przestaje być narzędziem budowania wizerunku instytucji. Zaczyna być narzędziem walki o interpretację rzeczywistości. Pojawiają się sugestie. Pojawiają się półzdania. Pojawia się potrzeba znalezienia winnego.
Zawsze wtedy myślę o jednym: dobra komunikacja wymaga odwagi. Odwagi do współpracy. Odwagi do przyjęcia informacji zwrotnej. Odwagi do przyznania, że coś można zrobić lepiej. Najłatwiej jest szukać kozła ofiarnego. Najtrudniej – wziąć odpowiedzialność za model współpracy. Nie mam problemu z oceną. Nie mam problemu z rozmową przy stole. Nie mam problemu z weryfikacją efektów. Wyniki są mierzalne, a jakość pracy da się sprawdzić. Mam natomiast problem z sytuacjami, w których komunikacja przestaje służyć instytucji, a zaczyna służyć czyjemuś poczuciu bezpieczeństwa.
Bo wizerunek organizacji nie buduje się przez kontrolowanie narracji. Buduje się go przez zaufanie i partnerstwo.
I to jest moment, w którym każdy lider powinien sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy w mojej instytucji komunikacja jest narzędziem współpracy, czy polem wewnętrznych rozgrywek?
Reszta jest konsekwencją tej odpowiedzi.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Cytowanie dozwolone z podaniem źródła.