
Pamiętam internet, w którym wpisywało się pytanie i dostawało odpowiedź.
Czasem naiwną. Czasem genialną.
Ale czyjąś.
Dziś wpisujesz pytanie i dostajesz tekst, który udaje odpowiedź. Brzmi poprawnie, wygląda mądrze, ma nagłówki i wnioski. A po przeczytaniu zostaje w głowie pustka. Jak po rozmowie z kimś, kto kiwa głową, ale nie słucha.
I wtedy pojawia się myśl: czy ja właśnie czytam człowieka… czy symulację człowieka?
Internet coraz częściej wygląda jak zamknięta strefa za Blackwallem z Cyberpunka – wszystko działa, świeci, pulsuje aktywnością, ale intuicyjnie czujesz, że coś poszło bardzo nie tak. Tu zwykle ktoś mówi: „Brzmi jak teoria spiskowa”. I faktycznie – Teoria Martwego Internetu brzmi podejrzanie. Tylko że jej sedno nie jest o tym, że maszyny przejęły świat.
Ona mówi coś prostszego i bardziej niepokojącego: że w pewnym momencie liczba treści tworzonych przez ludzi przestała mieć znaczenie.
Komentarz nie musi być opinią – wystarczy, że wygląda jak komentarz.
Tekst nie musi wynikać z doświadczenia – wystarczy, że przypomina tekst.
Dyskusja nie musi mieć sensu – wystarczy, że generuje ruch.
Internet zaczyna działać jak scenografia. Jak makieta miasta, w której świeci się światło, ale nikt tam nie mieszka.
I to przestaje być „spisek”, a zaczyna być logika systemu.
Jeśli algorytmy premiują ilość, a ilość da się produkować maszynowo, to człowiek naturalnie wypada z obiegu. Nie dlatego, że ktoś zaplanował zagładę internetu, tylko dlatego, że tak działa optymalizacja.
I tu dochodzimy do paradoksu. AI nie poniosła klęski. To my ją ponosimy. Daliśmy myszom rakietę.
A potem byliśmy zdziwieni, że zamiast polecieć na Księżyc, zaczęły strzelać nią po własnym podwórku.
AI miała pomagać myśleć i porządkować chaos. Użyliśmy jej do produkcji szumu, tekstów bez sensu i rozmów, w których nikt już nikogo nie słucha.
AI pisze.
AI czyta.
AI komentuje inne AI.
Człowiek jest gdzieś obok – jako pretekst, jako KPI.
I dlatego uciekamy. Do forów. Do Reddita. Do prywatnych grup i zamkniętych społeczności.
Nie dlatego, że są wygodniejsze. Tylko dlatego, że wciąż można tam spotkać kogoś prawdziwego.
Najbardziej przerażające nie jest to, że AI pisze coraz lepiej. Najbardziej przerażające jest to, że internet przestaje potrzebować ludzi, żeby wyglądać na żywy. Bo największym deficytem internetu nie jest dziś informacja. Jest nim człowiek po drugiej stronie ekranu.
Jeśli jeszcze tam jest.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Cytowanie dozwolone z podaniem źródła.