← Wróć do bloga

Pokolenie smartfona. Czy młodzi naprawdę rozumieją internet lepiej od nas?

Dzieci i nastolatki potrafią poruszać się po TikToku, Instagramie czy YouTubie z łatwością, której pozazdrościłby im niejeden dorosły. Ale czy umiejętność korzystania z internetu oznacza również umiejętność rozpoznawania fałszywych informacji? Niekoniecznie. A wyniki badań są dość niepokojące.

98% młodych ludzi nie potrafi rozpoznawać fake newsów?

Brzmi jak kolejny sensacyjny nagłówek? Trochę tak. Ale właśnie dlatego warto mu się przyjrzeć.

W opublikowanym w 2021 roku raporcie UNICEF Digital Misinformation / Disinformation and Children, przygotowanym przy udziale badaczy Uniwersytetu Oksfordzkiego, przywołano wyniki brytyjskiego badania z 2018 roku. Wynikało z niego, że zaledwie 2% badanych dzieci i młodych ludzi posiadało kompetencje krytycznej oceny informacji na poziomie uznanym przez badaczy za wystarczający do rozstrzygania, czy wiadomość jest prawdziwa, czy fałszywa.

Czy to oznacza, że pozostałe 98% wierzy we wszystko, co przeczyta w internecie? Oczywiście, że nie. Takie uproszczenie samo byłoby przykładem manipulowania wynikami badań.

Nie zmienia to jednak faktu, że mamy problem, który warto potraktować poważnie.

Umieć korzystać to nie znaczy rozumieć

Przez lata przyzwyczailiśmy się do określania młodych ludzi mianem cyfrowych tubylców. Urodzili się w świecie internetu, wychowali ze smartfonami, a media społecznościowe są dla nich naturalnym środowiskiem.

I rzeczywiście, często świetnie radzą sobie z obsługą technologii. Potrafią błyskawicznie znaleźć potrzebny film, stworzyć materiał wideo, korzystać z kilku aplikacji jednocześnie czy poruszać się po kolejnych platformach społecznościowych.

Tylko co z tego?

Umiejętność sprawnej obsługi aplikacji nie mówi nam przecież niczego o tym, czy jej użytkownik potrafi ocenić wiarygodność źródła, dostrzec manipulację albo odróżnić informację od reklamy.

To trochę tak, jakbyśmy uznali, że każdy, kto doskonale obsługuje samochód, automatycznie zna przepisy ruchu drogowego i potrafi przewidywać zagrożenia na drodze.

Jedno nie wynika z drugiego.

UNICEF zwraca uwagę właśnie na tę różnicę. Kompetencje techniczne i cyfrowe nie są tym samym co kompetencje informacyjne, czyli zdolność do sprawdzania źródeł, oceniania wiarygodności przekazów i rozpoznawania dezinformacji.

Nie czytamy informacji. Coraz częściej po prostu je oglądamy

Jest jeszcze jeden problem.

Współczesny internet staje się coraz bardziej wizualny. Krótkie filmy, zdjęcia, rolki, relacje i infografiki coraz częściej zastępują tradycyjne teksty.

To naturalny kierunek rozwoju mediów, ale ma swoje konsekwencje.

Raport UNICEF przywołuje ustalenia organizacji First Draft, według których informacje wizualne przetwarzamy szybciej niż tekst. W efekcie mamy mniej okazji do uruchomienia krytycznej refleksji nad tym, co właśnie zobaczyliśmy.

A przecież manipulacja nie musi polegać na stworzeniu całkowicie fałszywej informacji. Wystarczy prawdziwe zdjęcie opublikować w niewłaściwym kontekście. Wyciąć kilka sekund nagrania. Dodać sugestywny podpis albo sensacyjny nagłówek. Odbiorca widzi autentyczny materiał, więc może uznać, że cała przedstawiona historia również jest prawdziwa.

Dziś, kiedy do tego zestawu dochodzą coraz łatwiej dostępne narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji, problem nabiera dodatkowego znaczenia.

Popularność nie jest dowodem wiarygodności

Z raportu wynika również, że młodzi ludzie mogą udostępniać informacje nie dlatego, że uważają je za prawdziwe, ale dlatego, że są ciekawe, zaskakujące, zabawne albo pozwalają zdobyć zainteresowanie znajomych.

I trudno się temu specjalnie dziwić. Media społecznościowe od lat uczą nas, że popularność mierzy się liczbą reakcji, komentarzy i udostępnień. Im bardziej angażująca treść, tym większa szansa, że zostanie zauważona. W tym mechanizmie prawdziwość informacji nie zawsze jest najważniejszym kryterium.

Co więcej, wielokrotne zetknięcie się z tym samym przekazem może sprawiać, że zaczynamy postrzegać go jako bardziej wiarygodny.

A przecież tysiąc udostępnień nie zamienia nieprawdy w fakt. Podobnie jak milion wyświetleń nie czyni z influencera eksperta.

A może problem nie dotyczy wyłącznie młodych?

W tym miejscu warto odwrócić perspektywę.

Bo choć przywoływany raport koncentruje się na dzieciach i młodzieży, trudno nie zadać pytania o nas samych. Czy dorośli rzeczywiście lepiej radzą sobie z oceną informacji?

Ilu z nas udostępniło kiedyś artykuł, czytając wyłącznie nagłówek? Ilu uznało jakąś informację za prawdziwą tylko dlatego, że opublikowała ją znana osoba? Ilu z nas sprawdza pierwotne źródło sensacyjnych wiadomości?

Nie chodzi o to, żeby udowadniać, że jedna grupa wiekowa jest mądrzejsza od drugiej. Przywołane badanie nie daje zresztą podstaw do takiego porównania. Chodzi o coś znacznie ważniejszego.

Wiek, doświadczenie i sprawność technologiczna nie zastępują krytycznego myślenia.

Moim zdaniem zbyt długo traktowaliśmy edukację cyfrową jako naukę korzystania z narzędzi, zamiast skupiać się na rozumieniu informacji, które dzięki tym narzędziom do nas docierają.

Nie wystarczy powiedzieć: sprawdzaj źródła

Co możemy z tym zrobić?

Najprostsza odpowiedź brzmi: edukować. Ale nie chodzi wyłącznie o kolejne pogadanki o zagrożeniach w internecie. W raporcie UNICEF przywołano badania wskazujące, że edukacja medialna może rzeczywiście poprawiać umiejętność rozpoznawania wiarygodnych informacji.

Ciekawym rozwiązaniem jest również tzw. prebunking, czyli uczenie rozpoznawania technik manipulacji, zanim jeszcze zetkniemy się z konkretną fałszywą informacją.

Zamiast pokazywać wyłącznie przykłady fake newsów, możemy uczyć, jak działają mechanizmy manipulacji: wywoływanie silnych emocji, sugerowanie spisków, posługiwanie się fałszywymi autorytetami czy wyrywanie wypowiedzi z kontekstu.

To wiedza przydatna nie tylko uczniom.

Powinna być również elementem przygotowania przyszłych dziennikarzy, specjalistów komunikacji, marketingowców i wszystkich osób, które zawodowo zajmują się informacją.

Internetu nie wystarczy obsługiwać. Trzeba go rozumieć.

Nie uważam, że współczesna młodzież jest szczególnie naiwna albo bezkrytyczna. Nie sądzę też, żeby starsze pokolenia miały tutaj powody do poczucia wyższości.

Problem polega raczej na tym, że technologia rozwija się szybciej niż nasze umiejętności świadomego korzystania z informacji. Nauczyliśmy się błyskawicznie wyszukiwać, tworzyć i rozpowszechniać treści. Znacznie gorzej idzie nam ocenianie ich wartości i wiarygodności.

I właśnie dlatego uważam, że edukacja medialna powinna być dziś traktowana równie poważnie jak nauka czytania i pisania. Bo w świecie, w którym każdy może być nadawcą informacji, umiejętność odróżniania faktów od manipulacji przestaje być dodatkową kompetencją.

Staje się jedną z podstawowych umiejętności potrzebnych do świadomego funkcjonowania w społeczeństwie.

← Zobacz wszystkie wpisy